rosengarten

Porządki w ogródku, czyli orka na ugorze myśli.

Wpisy z tagiem: książka popularnonaukowa

Georgy Spiro, Mesjasze, WAB 2009, s. 800
Kazuo Ishiguro, Kiedy byliśmy sierotami, s. 350

Tak zupełnie przypadkiem wypadło, że obie te lektury traktują o różnych biegunach szaleństwa. Mesjasze to opowieść o polskiej emigracji po upadku powstania listopadowego, w której centrum wpada po pewnym czasie Mesjasz z Litwy i w ten krąg facetów na przeczekaniu, popychających godziny i toczących jałowe dyskusje i spory wynikające głównie z naturalnej dynamiki grupy i ograniczonej liczby możliwości niż z umiłowania nauki, politycznych ambicji czy realnych możliwości działania wprowadza SENS. Z aparycji, jak wynika z przekazów, raczej niepozorny, głowa niezbyt tęga, a jednak omamił ich wszystkich, oczarował i porwał rojeniami o swojej i ich wielkiej roli. Jak? Na pewno charyzmą. I tradycyjnymi mechamizmowi hierarchii, wygrywania jednych przeciw drugim, które Spiro rekonstruuje z jakiegoś pewnie miliona notatek i listów. Może Towiański swoich emigrantów nie zbawił, a na pewno ma na sumieniu zmarnowanie talentów Mickiewicza i Goszczyńskiego, ale na nudę i poczucie emigracyjnego bezsensu pomógł na pewno, wypełniając dni takimi zajęciami, jak spotkania, medytacje i rozmowy na zadane tematy, rywalizacje… Kogo konkretnie Towiański porwał, kto co w jego Kole Sprawy Bożej robił i jak jego życiorys na tle epoki wygląda – swobodnie, z dystansem, z ironią, z sympatią opisuje Spiro. Kwerenda do tej książki jest imponująca, ale i rozmach autor wziął niemały – bo w tle i dziewiętnastowieczna historia żydów w Niemczech, Jerozolimie, sefardyjczycy, aszkenazyjczycy, purycowie, chasydzi, i Irlandczycy równie zaczadzeni swoją wyjątkowością, co Polacy, i Wiosna Ludów, i papiestwo. W warstwie faktograficznej to jest tak, jakby ktoś w jednej książce zawarł ich z pięć. A i tak miejscami temat wydaje się jakby niedociągnięty do końca… Autor pisze we wstępie, że książkę tę pisał dwa razy, bo pod koniec pierwszej redakcji dotarł do źródeł, któe w pełni uwzględnił dopiero przy drugim pisaniu. Może przyjdzie kolejna redakcja, będzie więcej o Irlandczykach i wojnie z Osmanami… I może to jest uniwersalna recepta na tworzenie dobrych książek, każdą napisać przynajmniej dwa razy?

Szaleństwo w książce Ishiguro zamyka się w głowie pojedynczych osób – Christophera, Sary, Jennifer, tytułowych sierot, które muszą się skonfrontować z traumami definiującymi ich życie, polegającymi na utracie rodziców i wynikającej z niej samotności. To wymaga zdjęcia różnych masek, zrzucenia pancerza przybranych ról i póz. Głównym bohaterem jest Christopher Banks i to tropami jego poszukiwań podąża czytelnik. Narracja jest pierwszoosobowa, powolność akcji i perspektywa kojarzą mi się bardzo z Doylem i w ogóle z dziewiętnastowieczną prozą. Zasadnicza akcja powieści kończy się kilka lat przed wybuchem drugiej wojny, a wątkowi osobistych poszukiwań Christophera towarzyszy jego na poły bajkowe, oniryczne, nieuchwytne przkonanie, że powodzenie tych działań jest w stanie zapobiec czającej się już katastrofie, wybuchowi niewyobrażalnego zła. Nie ma happy endu, ale w końcu zagadka zostaje rozwiązana. Wszystkie puzzle trafiają na swoje miejsce i taki układ ma swój sens, bohaterowie zaś wydają się umieć z tym żyć.

24. Jared Diamond, Strzelby, zarazki, maszyny. Losy ludzkich społeczeństw, wzd. 2, Warszawa Prószyński i Ska 2012, s. ok 400 – wciągająca, pouczająca, fantastyczna
25. Bozidar Jezernik, Kawa, Wydawnictwo Czarne 2011, s. 248 – pod pretekstem opowieści o kawie podróz po Bliskim Wschodzie i Bałkanach. Perełka, do tego pięknie wydana, z rycinami i świetną szatą graficzną
26. P.D. James, Z nienaturalnych przyczyn, Prószyński i Ska, Warszawa 1995 s. 254 – kryminał niezły, tłumaczenie raczej kiepskie

16. Marek Bieńczyk, Książka twarzy, Warszawa 2012 (Świat Książki), s. 444
17. Antoni Libera, Madame, Kraków 2008 (Znak), s. 392
18. Stefan Grabiński, Niesamowite opowieści, Kraków 1975 (Wydawnictwo Literackie), s. 351 (z posłowiem S. Lema)
19. Ronan Bennett, Zugzwang, Berlin 2007 (Bloomsbury Berlin), s. 315

Spoza tego kręgu:
20. Mark Haddon, Drobny kłopot, Warszawa 2008 (Świat Książki), s. 318
21. Donna Leon, Schöner Schein, Zürich 2011 (Diogenes), s. 345
22. Maria Kamińska (red.), Od noworodka do przedszkola, Warszawa 1979 (Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich), s. ??
23. Petra Lersch, Dorothee von Haugwitz, Zwillinge – Gut durch Schwangerschaft, Geburt und erstes Lebensjahr, Stuttgart 2015 (Trias / Thieme Verlag), s. 272

Ostatnie lektury:

Martin Walser, Grand Cru, Diogenes 2010, s. 381
L.M. Montgomery, Emily of New Moon, Virago Classics 2013, s. 404
L.M. Montgomerz, Emily Climbs, Virago 2013, s. 371
L.M. Montgomery, Emily’s Quest, Virago 2013, s. 266
Jacek Dehnel, Balzakiana, WAB 2008, s. 410
Leena Lehtolainen, Alle singen im Chor, rowohlt 2011, s. 240
Günter de Bruyn, Preussens Luise. Vom Entstehen und Vergehen einer Legende, Siedler Verlag 2001, s. 142

Mariusz Urbanek, Brzechwa nie dla dzieci, Iskry 2013, s. 350

Joanna Bator, Piaskowa Góra, WAB 20??, s. ok. 350

Joanna Bator, Chmurdalia, WAB 20??, s. ok. 350

Jakiś miesiąc temu napisałam minirecenzję The Silkworm autorstwa Roberta Galbraitha i wpis się skasował, a szkic nie zapisał. Naprawdę całkiem porządnie mnie to zdenerwowało, wpisu nie udało mi się odtworzyć, ale w międzyczasie trochę mi przeszło, ponadto trzeba spisać i pochować przeczytane książki.

Robert Galbraith, The Silkworm, sphere, London 2014, s. 455
Ursula K. Le Guin, Das Wunschtal (The Beginning Place), Wilhelm Heyne Verlag, München 2001, s. 206
Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu (A Wizard of Earthsea), przekł. Stanisław Barańczak (pierwsze pol. wydanie Wydawnictwo Literackie) w: Ziemiomorze, Proszyński i Sp. 2014, ebook
Ursula K. Le Guin, Grobowce Atuanu (The Tombs of Atuan), przekł. Piotr Cholewa (pierwsze pol. wydaniePhantom Press International) w: Ziemiomorze, Proszyński i Sp. 2014, ebook
Alan Bennett, Handauflegen, Wagenbach Berlin 2010, s. 91
Seppa Jokinen, Gefallene Engel, ars vivendi, Caldozburg 2014, s. 398
Joanna Bator, Piaskowa Gora, W.A.B., s. ok. 500

Georg Weidinger, Die Heilung der Mitte, Ennsthaler 2014, S. 432
Li Wu, TCM für jeden Tag, Mankau 2014, s. 180
Cornelia Böttcher, TCM für Einsteiger, BLV 2013, s. 112
Angela Drees, Typgerecht zum Wunschgewicht mit den fünf Elementen, TRIAS 2013, s. 144

Rak doczekał się biografii. Niczym żywa osoba. Jak słusznie podnoszą we wstępie, jest to choroba tak wszechobecna, złowroga, zagadkowa i niepokonana aż do dziś, że ponadpięciusetstronicowa jego historia to tak akurat w sam raz tytułem wstępu. Historia ta jest pasjonująca i dotyczy ponad czterech i pół tysiąca lat zmagań, bo rozpoznana została już przez Imhotepa z Egiptu, który zapisał, że wygląda tak i tak, a nie ma na nią lekarstwa. Później Klaudiusz Galen stwierdził, że za powstanie tej choroby odpowiedzialna jest czarna żółć, jeden z czterech płynów wydzielanych w organizmie człowieka i odpowiedzialnych za różne choroby. Następnie Wesaliusz z Bolonii stwierdził, że po narysowaniu całej anatomii człowieka nie znalazł żadnego organu czarną żółć wydzielającego i że za raka odpowiedzialne musi być coś innego. W XVIII w. nauczono się rozróżniać raka w fazie wczesnej i w fazie inwazyjnej – w tym drugim przypadku nic nie można było poradzić, w tym pierwszym przeprowadzano mastektomię (pomysł nienowy, już królowa Atossa w r. 250 pne miała przeprowadzony taki zabieg). W XIX w. Halsted opracował metodę daleko idącej mastektomii, która rozbuchała się następnie do niebotycznych rozmiarów, pociągając za sobą amputację mięśni, wszystkich węzłów, żeber, a często na darmo. Później przyszło odkrycie radu i stosowanie napromieniowania miejscowego jako sposobu leczenia, opracowane metodologicznie zwłaszcza w przypadku ziarnicy – raka węzłów chłonnych. Podczas wojny przypadkiem doszło do wybuchu statku z gazem musztardowym w Bari we Włoszech i tak doszło do odkrycia, że zabija on krwinki białe, a zatem zaczęto badania nad leczeniem za pomocą jego pochodnych białaczki. Dopiero w XX w. odkryto, na czym w ogóle polega ta choroba i gdzie się zaczyna – mianowicie w komórce i polega na mutacji jakiegoś onkogenu. Co oznacza, że każdy tę chorobę potencjalnie w sobie nosi, ale że niektóre kacnerogeny zewnętrzne, jak zwłaszcza dym papierosowy, ten onkogen mogą aktywować. Albo dochodzi do mutacji samoistnych, poprzez wadliwy podział komórki czy kopiowanie genu. To odkrycie otworzyło drzwi do dalszych badań – poszukiwania konkretnych genów odpowiedzialnych za konkretne rodzaje raka, a następnie ustalania mechanizmów – ścieżek – jak informacja z genu uruchamia w komórce proces niepohamowanego dzielenia się czy też blokuje mechanizm stopujący to dzielenie. W tę ścieżkę ingerowały naprawiając ją leki, kóre zostały stworzone od podstaw, niestety nie ma jeszcze (i raczej długo nie będzie) leku na każdy rodzaj raka. Być może zresztą nie jest możliwe stworzenie takich leków. Przynajmniej działając w części zwalczają mechanizm powstawania nowych mutacji ścieżek i nowotworzenia się komórek, podczas gdy chemioterapia np. uderza w nadtworzone krwinki białe i likwiduje sutek, również skutecznie, ponieważ pozwala komórkom macierzystym wrócić do swojej pierwotnej funkcji w szpiku i tworzyć zdrowe nowe komórki krwi. Jak widać książka niezwykle przystępnie pokazuje, że nie ma uniwersalnego lekarstwa na raka i że każdy rak trzeba zrozumieć na poziomie molekularnym, żeby znaleźć dla niego lek. Przy odrobinie szczęścia. Dodatkowo oczywiście oswaja z tym tematem i w przystępny sposób ładuje do głowy wiele medycznych i medyczno-społecznych informacji, porywa jak prawdziwa biografia. Nic dziwnego, że autor został odznaczony nagrodą Pulitzera i jeśli jest w tym całym pomyśle na opowieść coś dziwnego, to fakt, że w którymś momencie historia porywa autora tak, że mówi o „pięknie raka”, choć dodaje, że sam się boi tego, co pisze. Fascynująca lektura.
Dodatkowo trzeba dodać, że to wyjątkowo pięknie i starannie wydana książka, przepiękny projekt okładki i staranna edycja, dopatrzyłam się chyba trzech jedynie błędów na sześćset stron. Żeby każda edycja była taka…

Siddartha Mukherjee, Cesarz wszech chorób. Biografia raka, Wyd. Czarne 2013, Wołowiec, s. 615, przekład Jan Dierzgowski, Agnieszka Pokorska.

1. Na początku stycznia moja koleżanka przesyła mi zawsze listę swoich lektur z zeszłego roku wraz z rekomendacjami i wprost przeciwnie. Tym razem zdążyła mi przesłać podsumowanie tymczasowe, bo dawno nie pisałyśmy, więc poczułam się zmobilizowana do uzupełnienia swojej i… z przerażeniem stwierdziłam, że nie pamiętam, co ja ostatnio czytałam. Po części dlatego, że nie czytam ostatnio jakoś wiele, po części zaś ponieważ sprzątnęłam zakurzoną w międzyczasie już z lekka kupkę, na którą odkładam przeczytane rzeczy, żeby nie kurzyła się dalej i nie blakła. Ale niech spiszę chociaż, co pamiętam…

2.Lista osobista:

Björn Süfke, Männerseelen, Goldmann, 3. Aufl. 2010, S. 280 – chyba to sprzedam, choć książka w sumie niezła. Ma niby że odkrywać tajniki męskiej duszy, pokazane z perspektywy psychoterapeuty od mężczyzn, opisującego typowe męskie problemy w opakowaniu „podróży”, zwiedzania terenów męskiej psyche jak wyprawy podróżniczej itepe. Dobra ta książka, ale jednak zwłaszcza jak ją czyta mężczyzna sam dla siebie, ewidentnie nie jestem targetem.

Edgar Noske, Der Fall Hildegard von Bingen, Emons Verlag 1999, S. 280 – bardzo przyjemny kryminał osadzony w czasach średniowiecznych, wokół Hildegard z Bingen. Trochę dla młodszego czytelnika, ale starszy ma również uciechę. Spora dawka humoru. Uwaga! Zawiera elementy typowego utworu niemieckiego, co oznacza, że pada przynajmniej jeden dowcip o trawieniu i jego efektach.

Marek Andrzejewski, Domy na piasku, Media Rodzina 2007, s. 207 – o realiach życia w polskim domu dziecka z perspektywy wychowawcy. Pozycja obowiązkowa, jeśli ktoś interesuje się tym, jak naprawdę wygląda przedstawiane jako cukierkowo-laurkowe życie sierotek, które wyglądają rodziców zastępczych, którzy dadzą im miłość.

Robert Galbraith, Cockoo’s Calling, Little, Brown Book Group 2013, pp. 449 – fantastyczny kryminał J.K. Rowling, wydany pod pseudonimem i uznany za bardzo dobry jeszcze zanim wyszła na jaw prawdziwa tożsamość autorki. Wątek kryminalny trochę do doszlifowaniai poprawienia, ale podobno będą kolejne powieści o Cormoranie Strike’u, więc jest pole do popisu i poprawy. Czyta się świetnie i porusza ważną tematykę.

Karolina Korwin-Piotrowska, Bomba, The Facto 2013, s. 323 – bardzo pouczająca książka, zwłaszcza dla osób takich jak my, którzy nie posiadamy telewizora i wiedzę o polskim szołbiznesie mamy pełną luk w najlepszym wypadku, przypadkiem jej nie mamy szans zdobyć z racji miejsca zamieszkania i raczej też na aktywne jej zdobywanie akurat w tym zakresie byśmy nie wpadli.

3. Ostatnim razem pisałam o tym, jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie książka „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator. Jak wielka więc była moja radość, gdy wygrała tegoroczną nagrodę NIKE! Należało jej się bardzo.

Przeczytane:

Moment! Die allerschnellsten Geschichten der Welt, Diogenes 2012, ok. 230 bardzo małych stron – świetna, malutka książeczka do torebki z historiami opowiedzianymi w najwyżej 5 zdaniach. Dla przykładu: Ziemia? Właśnie wczoraj skończyliśmy ją jeść (Yann Martel). Naga księżniczka? Niech pan nie opowiada bajek, powiedział krasnal (Wolf Wondratschek). Była sobie kiedyś kropla deszczu, która nie była podobna do żadnej innej (Roland Topor). Rewelacja!

Katarzyna Kotowska, Wieża z klocków, Media Rodzina 2010, s.125 – bardzo dobra opowieść w klimacie refleksyjno-poetyckim o adopcji, perspektywa rodziców.

Anna Kamińska, Odnalezieni. Prawdziwe historie adoptowanych, Wydawnictwo Literackie 2010, s. 322 – tematyka jak sama nazwa wskazuje. Bardzo ciekawe, chociaż kontrowersyjny moim zdaniem wywiad z panią psycholog na zakończenie.

Stieg Larsson, II tom Millenium, wersja niemiecka, Hanser 2012, s.ok 740 – zbyt wiele szczegółów.

Chwilowo dostałam oczopląsu od wszystkich książek, które na mnie czekają na kupce i które planuję przeczytać, i robię przerwę. W samym zasięgu wzroku mam ich 5. Jedną pewnie przeczytam jutro w pociągu, a przynajmniej dokładnie przejrzę, gdyż chcę ją podarować praktycznie od razu potem. Ale chcę nabyć taką samą dla siebie. 

Poza tym na różnych frontach różne wieści. Lekki ruch na froncie praca, ale naprawdę lekki. Również lekki na froncie tłumaczenia – czy się to zmieni zależy m.in. od dzisiejszych negocjacji. M. uważa, że nie powinnam się targować o stawkę, ale ja się jednak postanowiłam potargować, gdyż obawiam się, że inaczej nie będę mogła w następnym czasie podnieść ceny, jeśli we współpracy z biurem tłumaczeń od razu wystartuję od bardzo niskiego pułapu. M. nie uważa, że on jest taki znowu niski, ale tak by wynikało z wiadomości, ile się żąda na rynku za tłumaczenia. Puściłam mail w świat i eksperyment trwa. 

Zaczynam się fascynować medycyną, jako że mnie temat zaczyna dotyczyć. I stwierdzam, że niestety, ciągle w tylu przypadkach leczenie to jest błądzenie jak dzieci we mgle i ułuda, a choroba zwycięża… W Polsce z uwagi na oprawę wykonywania usług medycznych (koszmar kontraktów NFZ i ogólnej niewydolności systemu) to jeszcze inna bajka, ale biorąc pod uwagę jakąś ogólną przeciętną europejską w tylu przypadkach nie ma ze strony lekarzy panowania nad tematem, a raczej jest tylko świadomość niemocy. Żyjemy ułudą, że kiedy zachowujemy, to pójdziemy do lekarza i lekarz nam pomoże, a w tylu przypadkach lekarz ma związane ręce… Oczywiście, wpływ na mądrości i tę nomen omen diagnozę ma też niedawna lektura Stulecia chirurgów. Ale tak jest, że to, co dziś tak oczywiste, kiedyś jawiło się jak szarlataneria pierwszego sortu i obcowane na granicy z niemożliwym, tajemnicą. Nadzieja w tym, że i takie choroby, jak rak, AIDS, niepłodność, cukrzyca i choroby serca wkrótce przestaną być zmorami cywilizacji. Okropnie banalne jest to stwierdzenie, ale takie prawdziwe i tak często wypowiadane z nadzieją i rozpaczą, że już naprawdę – mogłyby się te leki i wiele innych znaleźć prędzej! 

A gdyby nie ten ogromny stos książek do przeczytania, już bym zamawiała Tryumf chirurgów. Może tam jest coś pocieszającego. Podobno postępu nie da się zatrzymać.

Swoją drogą, to kiepska taktyka nagromadzić wiele książek i potem mieć uczucie nasycenia, a nawet przesytu od samego ich widoku… No, jutro 3 pójdą z kupki między ludzi. I może wreszcie skończę też zaczętego kolejnego Edigeya.


  • RSS