rosengarten

Porządki w ogródku, czyli orka na ugorze myśli.

Wpisy z tagiem: sen

Śniło mi się dzisiaj, że z okazji zeszłorocznych obchodów dwudziestopięciolecia pierwszych wolnych wyborów w Polsce Kancelaria Prezydenta zorganizowała konkurs na drink o nazwie Gloria victis. Drink bardzo się przyjął i miał dobrą prasę jako niespiżowy przykład radosnej pamiątki ważnego wydarzenia, istotnego dla wszystkich obywateli. I umożliwiający jednocześnie gromadne obchodzenie kolejnych rocznic. A wszystko to okazało się dość ironiczne teraz, po roku, kiedy w powietrzy znów wisi strach przed Rosją i ekspansywnymi planami Putina.

A później przyśniła mi się Joanna Bator, która niespodziewanie okazała się moją sąsiadką z lewej strony w podróży jakimś metrem. Była bardzo miła i podpisała mi mój egzemplarz „Ciemno, prawie noc”, który jak się okazało właśnie miałam ze sobą i z zachwytem czytałam. Niestety, z tego wszystkiego tylko ten zachwyt książką jest prawdziwy…

1. Moja koleżanka P. śmieje się ze mnie, kiedy jej mówię, że sprawdzę, co znaczy symbol senny, który ją niepokoi. Sama, jeśli pamiętam, często sprawdzam sobie sny. Tylko rzadko kiedy mam wrażenie, że dotarłam do odpowiedzi, do znaczenia snu – raczej umiem jedynie odczytać, jaki problem sen stawia przede mną, a nie umiem zanalizować kolejnych etapów – zawiązania i rozwiązania problemu. Mówię o sprawdzaniu, co mówi sen, ale ściśle biorąc nie o to chodzi – bo tego sprawdzić nie można, można jedynie samemu przeprowadzić interpretację tego, co pokazuje podświadomość. Można się jednak nakierować trochę w tych poszukiwaniach – poprzez sprawdzenie symboli, którymi ta podświadomość się posługuje – dom, ogień, mysz itp. Znając je, łatwiej zacząć domysły, co takiego podświadomość stara się mi przekazać, czego nie zauważyłam świadomie.

2. Kocham antykwariaty. Do księgarń też lubię chodzić, oglądać nowości i wdychać zapach nowych książek, a księgarnie taniej książki łączą trochę zalety antykwariatu i księgarni, bo można w nich kupić inne pozycje, niż w ksiągarni, starsze i dużo taniej, a książki wciąż są nowe, czasem nawet jeszcze opakowane w folię. Pachną, są czyściutkie, miód malina! I zupełnie mi nie przeszkadza, że tania księgarnia powstaje także jako skutek pomyłki wydawcy w nakładzie… Wtedz mi wzdawnictwa sykoda… Ale myślę sobie, na pewno wydał inne pozycje z zyskiem i zagłębiam się w szukanie np. starej Chmielewskiej. Której niemal pełną serię w wydaniu jubileuszowym kiedyś właśnie kupiłam w księgarni taniej książki. Najprzyjemniejsze jest odnajdywanie książek, które gdzieś kiedyś przemknęły czy to w reklamie w gazecie, czy może na półce w księgarni – wrażenie jest wtedy takie, jakby tak trochę wracała przeszłość. 

Ale antykwariat – to jest dopiero powrót przeszłości! Pobyt tam czasem jest jak sen – wracają jakieś obrazy z przeszłości w sposób o niebo intensywniejszy niż w księgarni taniej książki, kiedy to  biorąc do ręki coraz to kolejne pozycje człowiek mógłby przysiąc, że uczył się właśnie z tej książki albo ją czytał z wyjątkową rozkoszą, gdyż wydaje się taka znajoma i swojska… Mógłby nawet uwierzyć w reinkarnację, kiedy ksiżąki z lat dwudziestych wywołują w nim wspomnienia jak we śnie – trochę niezrozumiałe, nawiązujące do znajomych wydarzeń, które jednak toną w mroku. Wzruszenie, kiedy wzięłam do ręki książeczkę dla młodych panienek, pisaną przez dziewczęta z sierocińca – córki żołnierzy poległych w wojnie bolszewickiej. Zielnik. Osiemnastowieczne, niemieckie dzienniki podróży. Skąd to drgnięcie na widok łzawej opowiastki nienajwyższych lotów? Co mi to przypomniało? Nie wiem. Z przypuszczeniami jest tak, jak jest ze snem – im bardziej się szuka jego znaczenia, tym bardziej ono umyka. 

Antykwariaty fantastyczne są. Jeśli w księgarni i księgarni taniej książki wybór jest dyktowany nakładem odpowiedni ostatniego sezonu lub kilku-kilkunastu wstecz, to w antykwariacie w zasadzie nie ma ograniczeń dla niespodzienki. Można natrafić równie dobrze na opowiadzania grozy z lat trzydziestych, jak i na atlas anatomiczny. I co najbardziej fantastyczne, nikt nie ma wpływu na ten stan zaopatrzenia – jest to najczystsze dzieło przypadku. 

Wolę antykwariaty w pół drogi pomiędzy nowoczesnością a tradycją, pomiędzy lokalizacją ekskluzywną a lokalem w piwnicy. To jest niezwyłe doświadczenie, kiedy zwykłe zakupy w antykwariacie i kartkowanie książek budzących dziwne skojarzenia jak we śnie otwierają podświadomość, wyciągają na powierzchnię obrazy, przypominają wrażenia, niektóre wytłumaczalne, niektóre nie, a wszystkie bardzo, bardzo znajome. 


  • RSS